Jeszcze kilka–kilkanaście lat temu odmiany autoflowering miały opinię prostych, szybkich, ale wyraźnie słabszych od klasycznych odmian pełnosezonowych. Kojarzono je z mniejszym rozmiarem, niższym potencjałem i ograniczonym wyborem genetyk. Dziś sytuacja wygląda inaczej. Nowoczesne automaty są efektem wielu generacji selekcji i coraz częściej trudno porównywać je z pierwszymi liniami, które trafiały na rynek.
Nie oznacza to jednak, że automaty i odmiany fotoperiodyczne stały się tym samym. Nadal różnią się sposobem rozwoju, możliwościami selekcyjnymi i charakterem genetyki.

Czym właściwie są odmiany autoflowering?
Najważniejszą cechą odmian autoflowering jest zdolność do przechodzenia kolejnych etapów rozwoju niezależnie od długości dnia. W przypadku klasycznych odmian fotoperiodycznych zmiana fazy rozwoju jest silnie związana z długością okresu światła i ciemności.
Automaty zawdzięczają tę cechę genom pochodzącym od Cannabis ruderalis. Pierwsze krzyżówki miały jednak sporo ograniczeń, ponieważ wraz z automatycznym kwitnieniem dziedziczyły też część mniej pożądanych cech ruderalis.
Z czasem hodowcy zaczęli wielokrotnie krzyżować linie automatyczne z popularnymi odmianami indica, sativa i hybrydami, a następnie selekcjonować kolejne pokolenia.
Skąd wzięła się opinia, że automaty są słabsze?
Ta opinia nie powstała bez powodu.
Pierwsze generacje odmian autoflowering często rzeczywiście różniły się od odmian pełnosezonowych. Były zazwyczaj:
- mniejsze,
- mniej zróżnicowane genetycznie,
- mniej stabilne,
- słabsze pod względem niektórych deklarowanych parametrów,
- bardziej ograniczone pod względem dostępnych profili aromatycznych.
Dla wielu osób automat był więc kompromisem: prostszy i szybszy cykl w zamian za niższy potencjał.
Problem w tym, że ocena współczesnych odmian na podstawie automatów sprzed wielu lat nie daje już pełnego obrazu sytuacji.
Co zmieniło się we współczesnej genetyce autoflowering?
Największa zmiana wynika z długotrwałej selekcji.
Hodowcy przez kolejne pokolenia wybierali rośliny, które zachowywały cechę automatycznego kwitnienia, a jednocześnie coraz bardziej przypominały jakościowo odmiany fotoperiodyczne.
W nowoczesnych liniach autoflowering można spotkać genetyki bazujące na bardzo popularnych odmianach i rodzinach, które wcześniej kojarzono przede wszystkim z wersjami pełnosezonowymi.
Dzięki temu współczesne automaty są znacznie bardziej zróżnicowane pod względem:
- pochodzenia genetycznego,
- profilu terpenowego,
- pokroju,
- tempa rozwoju,
- deklarowanych parametrów,
- wyglądu.

Czy dzisiejsze automaty nadal są słabsze?
Nie ma już dobrej odpowiedzi w stylu „tak” albo „nie”.
Wiele zależy od tego, co dokładnie porównujemy.
Jeżeli zestawimy przeciętną starszą odmianę automatyczną z nowoczesną genetyką pełnosezonową, różnica może być duża. Jeżeli jednak porównamy współczesny automat renomowanego breedera z przeciętną odmianą fotoperiodyczną, sytuacja może wyglądać zupełnie inaczej.
Obecnie dostępne są odmiany autoflowering deklarowane przez producentów jako bardzo mocne i zaawansowane genetycznie. Jednocześnie wciąż istnieją cechy, w których odmiany fotoperiodyczne zachowują przewagę.
Gdzie odmiany pełnosezonowe nadal mają przewagę?
Jedną z największych różnic jest kontrola nad długością fazy wzrostu.
Odmiana fotoperiodyczna może pozostawać w fazie wegetatywnej tak długo, jak pozwalają na to warunki. Automat działa według własnego zegara biologicznego i po określonym czasie przechodzi dalej niezależnie od wielkości rośliny.
To powoduje, że odmiany pełnosezonowe dają większą elastyczność w projektach hodowlanych i selekcji.
Dodatkowo największa liczba najbardziej znanych klasycznych linii nadal wywodzi się z genetyk fotoperiodycznych. To właśnie w tej grupie znajduje się ogromna część materiału wykorzystywanego przez breederów do dalszego krzyżowania.
Gdzie automaty mają przewagę?
Największą zaletą pozostaje przewidywalność całego cyklu.
Automaty nie wymagają zmiany długości dnia, aby rozpocząć kolejną fazę rozwoju. Pozwala to tworzyć odmiany o stosunkowo krótkim i z góry przewidywalnym czasie całego cyklu.
Dla hodowców genetyki oznacza to również możliwość tworzenia bardzo konkretnych linii, w których szybkość rozwoju jest jedną z kluczowych cech.
Nie bez znaczenia jest również ogromny wzrost dostępności różnych genetyk automatycznych.
Dziś automat nie musi oznaczać jednej czy dwóch prostych linii. Dostępne są wersje autoflowering wielu znanych rodzin genetycznych.
Autoflowering a pełnosezonowe – czego nie warto porównywać?
Błędem jest ocenianie całej kategorii na podstawie jednej odmiany.
Automaty różnią się między sobą tak samo, jak odmiany pełnosezonowe. Można znaleźć linie bardzo nowoczesne i starannie selekcjonowane, ale również prostsze i znacznie starsze konstrukcje genetyczne.
Dlatego bardziej miarodajne jest porównanie:
konkretna odmiana vs konkretna odmiana
niż:
wszystkie automaty vs wszystkie pełnosezonowe.
Dobrym punktem wyjścia może być przegląd różnych odmian autoflowering i porównanie producentów, pochodzenia genetycznego oraz deklarowanych parametrów poszczególnych linii.
[MIEJSCE NA OBRAZEK 3 – nasiona / różne linie genetyczne autoflowering]
Czy genetyka ruderalis nadal ma duże znaczenie?
Tak, ale nie w taki sposób jak dawniej.
To właśnie ruderalis odpowiada za jedną z najważniejszych cech automatów, jednak współczesne odmiany są wynikiem wielu generacji krzyżowania i selekcji.
W praktyce celem breederów nie jest tworzenie roślin maksymalnie podobnych do ruderalis, lecz zachowanie cechy automatycznego kwitnienia przy jednoczesnym rozwijaniu cech pochodzących z nowoczesnych genetyk indica, sativa i hybryd.
Czy automaty kiedyś całkowicie dogonią odmiany pełnosezonowe?
Pod pewnymi względami już bardzo mocno się do nich zbliżyły.
Trzeba jednak pamiętać, że nie są to dwa identyczne typy genetyki. Każdy z nich ma inne zastosowanie i inne ograniczenia.
Odmiany pełnosezonowe prawdopodobnie jeszcze długo pozostaną ważnym materiałem dla breederów ze względu na większą kontrolę nad cyklem i ogromną bazę genetyczną.
Z kolei automaty rozwijają się bardzo szybko i z generacji na generację coraz mniej przypominają proste odmiany sprzed kilkunastu lat.
Podsumowanie
Twierdzenie, że odmiany autoflowering są z definicji słabe, jest dziś mocno nieaktualne.
Pierwsze automaty rzeczywiście miały sporo ograniczeń, ale współczesna hodowla i wieloletnia selekcja znacznie zmniejszyły dystans między nimi a odmianami pełnosezonowymi.
Największe różnice dotyczą dziś bardziej sposobu rozwoju i możliwości kontroli nad cyklem niż prostego podziału na „lepsze” i „gorsze”.
Przy porównywaniu genetyk znacznie rozsądniej jest więc patrzeć na konkretną odmianę, jej producenta i pochodzenie niż sugerować się samym oznaczeniem „auto”.
Artykuł sponsorowane











